Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2012

Cynamonki

Gdy za oknem szczypie mróz...


Przepis na te cynamonowe bułeczki podejrzałam u slyvvi (i odrobinę zmodyfikowałam).
Najsmaczniejsze były gorące, zaraz po wyciągnięciu z pieca. I chociaż od małego starano się wbić mi do głowy, że po gorącym pieczywie (szczególnie tym na drożdżach) boli żołądek, to nigdy nie mogłam się opanować przed zjedzeniem gorących drożdżówek. Tak też zostało do dzisiaj i, prawdę mówiąc, wcale nie żałuję ani nie jest mi wstyd, co więcej - nawet nie próbuję się przed tym bronić. 
A żołądek jakoś się przystosował... 

Cynamonki!
Potrzebujemy na ciasto:
500 gramów mąki pszennej
100 gramów oleju roślinnego
1 szklankę mleka
25 gramów świeżych drożdży

20 + 50 gramów cukru trzcinowego
szczyptę soli


Do podgrzanego mleka należy dodać 20 gramów cukru oraz drożdże i dobrze wymieszać. Przygotowany zaczyn odstawiamy w ciepłe miejsce na 10 minut. W tym czasie zaczyn powinien się spienić.
Do miski przesiewamy mąkę, wsypujemy 50 gramów cukru, szczyptę soli i dodajemy olej oraz spieniony zaczyn. Wyrabiamy ciasto do gładkości i formujemy kulę. Miskę podsypujemy mąką, wkładamy uformowane ciasto, przykrywamy miskę czystą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około godzinę.

Gdy ciasto wyrośnie, zagniatamy je ponownie i wałkujemy na kształt prostokąta. Równomiernie rozprowadzamy nadzienie:
pół szklanki cukru trzcinowego
3 łyżeczki mielonego cynamonu
szczyptę mielonej gałki muszkatołowej
(wszystko wymieszane razem)
i zwijamy w wałek, który kroimy na 16 kawałków. Te układamy na blasze wyłożonej papierem do wypieków. 
Pieczemy w piecu nagrzanym do 200 stopni przez około 15 minut.

Zajadamy jeszcze ciepłe!

środa, 21 września 2011

Drożdżówki z dżemem truskawkowym

Jesień. Dla mnie już się zaczęła, a dla Was? Czuję w powietrzu jej specyficzny zapach, szczególnie wieczorami. To tak, jakby gdzieś poza zasięgiem mojego wzroku paliło się ognisko. Nigdzie nikt go nie rozpalił, a jednak je czuję. I mokre liście na trawie... 
Osobiście nie jestem entuzjastką jesieni. Ten czas kojarzy mi się z szarym niebem, deszczem i coraz krótszymi dniami. Znam jednak osoby, które kochają jesień. Zgadzam się, że drzewa, mieniące się tymi ciepłymi kolorami, są piękne. Ale czy to wystarczający powód, by jesień uznać za tę upragnioną porę roku?

Jakiś czas temu upiekłam drożdżówki ze strony Joanny (Kwestia Smaku), które nie wiedzieć czemu  kojarzę z jesienią. Bazują one na cieście brioche. Brioche to tradycyjne francuskie ciasto drożdżowe, które oryginalnie pieczone było w formie bułeczki z "czapeczką" na wierzchu, coś takiego jak na tym (klik) obrazie. W ogóle brioche to z francuskiego bułeczka maślana. Maślana, bo brioche odznacza się intensywnie maślanym smakiem, przy czym nie jest słodkie.
No więc zrobiłam takie drożdżówki z ciasta brioche z dżemem truskawkowym. Uważam, że idealnie smakują z kubkiem gorącego mleka lub herbaty w jesienny, deszczowy wieczór.


Ciasto należy wyrobić dzień przed upieczeniem, ponieważ dopiero po nocy spędzonej w lodówce nabiera odpowiedniej konsystencji. W czasie zagniatania jest bardzo "luźne" za sprawą dużej ilości masła. Dopiero w lodówce masło w cieście twardnieje, dzięki czemu samo ciasto nabiera zwartej formy.
Kolejne etapy przygotowania ciasta:
Dzień pierwszy:
2 łyżeczki suchych drożdży instant mieszamy z 2 łyżkami ciepłej wody oraz szczyptą cukru i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut, w tym czasie maź powinna się spienić. 
W dużej misie umieszczamy: 500 gramów mąki pszennej, 50 gramów cukru, 1 i pół łyżeczki soli, 3 duże jajka (o temp. pokojowej) oraz spienione drożdże. Wyrabiamy ciasto, stopniowo dodając jeszcze 2 jajka, do momentu aż stanie się gładkie (ok. 15 minut). Do wyrobionego ciasta dodajemy stopniowo miękkie masło, po 2 łyżki  (w sumie ma być 350 gramów) i zagniatamy je do ciasta tylko do momentu, aż się z nim połączy. Miskę z ciastem należy przykryć folią spożywczą i odłożyć w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na półtorej godziny. Po tym czasie uderzamy w ciasto pięścią, formujemy w miarę możliwości kulę, ponownie przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki na całą noc.
Dzień drugi:
Ciasto należy podzielić na 16 równych części. Każdą część rozwałkowujemy na okrągły placek, który smarujemy dżemem truskawkowym i zwijamy w rulon, który z kolei składamy na pół i nacinamy nożem od strony zgięcia do 3/4 długości. Rozkładamy w miejscu nacięcia tak, by stworzyć kształt serca. Układamy na blasze wyłożonej papierem do wypieków. Przykrywamy nasze drożdżówki folią i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na półtorej godziny. Po tym czasie należy drożdżówki posmarować rozbełtanym jajkiem. Wstawiamy blachę do pieca nagrzanego do 190 stopni i pieczemy drożdżówki 15 minut, aż się przyrumienią.


Lista produktów do wypieku drożdżówek:
2 łyżeczki suchych drożdży instant + 2 łyżki ciepłej wody + szczypta cukru
500 gramów mąki pszennej
50 gramów cukru
1 i pół łyżeczki soli
5 dużych jajek
350 gramów masła
słoiczek dżemu truskawkowego
rozbełtane jajko do posmarowania

piątek, 9 września 2011

Rogaliki drożdżowe Joanny

Jak już pisałam we wcześniejszej notce - przepis na rogaliki drożdżowe zawdzięczam Joasi. Jakiś rok albo nawet i dwa lata temu, siedząc w uroczej kuchni Joanny i Zuzanny, zostałam poczęstowana minirogalikami oprószonymi cukrem pudrem. W środku - konfitura różana. Domowa. To było naprawdę coś. Od razu pomyślałam, że muszę zrobić taką konfiturę. Była po prostu zabójczo smaczna. Niestety, jeszcze nie spełniłam obietnicy, którą sobie wtedy złożyłam.
Tamtego pamiętnego dnia odpisałam przepis na samo ciasto z zamiarem natychmiastowego wypróbowania. Włożyłam do mojego segregatora z przepisami i... zapomniałam. Niedawno zastanawiałam się, co nowego wypróbować. I przypomniałam sobie o rogalikach z różą. Jednak zupełnie zielona, jeśli idzie o ciasto drożdżowe (bo w mojej rodzinie takim ciastem zajmuje się zawsze babcia), nie bardzo wiedziałam, co z tym przepisem zrobić, bo sposobu wykonania nie zapisałam. Na domiar złego akurat tego dnia nie miałam zbyt wiele czasu, więc postanowiłam nie cackać się z ciastem i wszystkie składniki wpakowałam do misy, zagniotłam i odłożyłam do wyrośnięcia w ciepłe miejsce z nadzieją, że może coś z tego wyjdzie.

A składniki były następujące:
- 200 gramów masła
- 2 jaja
- 50 gramów drożdży (świeżych)
- 5 łyżeczek cukru
- 4 szklanki mąki
- 1/2 szklanki śmietany (użyłam śmietany 18%)

Po około godzinie ciasto rozwałkowałam i powycinałam trójkąty. Przy podstawie każdego trójkąta nałożyłam marmoladę różaną (niestety, już nie tak smaczną jak domowa konfitura Joasi) i zawinęłam, tworząc rogaliki. Włożyłam do pieca nagrzanego do 180* i pojawił się kolejny problem, bo nie miałam pojęcia, ile czasu na upieczenie potrzebują te moje nieszczęsne rogaliki. Siedziałam więc przy nich do momentu, aż się przyrumieniły. Zajęło im to około 20 minut.
Kiedy wyciągnęłam z pieca ostatnią partię rogali, odetchnęłam z ulgą - udało się!
Ostudzone oprószyłam cukrem pudrem i przetransportowałam na sesję zdjęciową :)

  
 

Nie wiem, dlaczego te rogaliki tak bardzo mi smakują... Może dlatego, że podczas jedzenia wyobrażam sobie tę cudowną domową konfiturę różaną? A może ich smak jest po prostu wyjątkowy, pomimo tej kupnej marmolady? Pozostawiam do osądzenia tym, którzy na wypróbowanie tego przepisu się skuszą :) Polecam!